zygzak

Niestety nie będzie o autach, ale o zygzaku 🙂

Znacie taką sytuację, że nic, a nic nie wypiliście alkoholu – ani dziś ani poprzedniego dnia, a jednak idziecie zygzakiem?

Ja tak mam. Zwłaszcza wczesnym porankiem, po odwiezieniu Tosi do przedszkola. Gdy potem wracam do domu, stoję na dole z myślą, że mam do pokonania tyle schodów – to tylko drugie piętro, ale w tym momencie to dla mnie Mont Everest.

I wtaczam się, schodek po schodku. Raz w lewo mnie ciągnie raz w prawo. Dziś miałam ,pomimo niechęci do schodów, dobry humor. Dlatego szłam sobie w górę, raz odbijając się od ściany, raz od poręczy. Idę sobie, śmieję się i… no oczywiście… Sąsiad stoi i patrzy na mnie ze skrzywioną miną. Uśmiechnęłam się, powiedziałam „dzień dobry” i już po linii prostej poszłam do domu.

Ochhh… 🙁 a mieszkam tu dopiero 4 miesiące

zygzak

 

 

 

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.