MAMA

smoczek

Sama nic nie mam przeciwko smoczkom. Jak widzę je u dziecka nie mam nawyku by krzyczeć „Oddaj dudusia”. A ja nie znoszę słowa „duduś”. Smoczek to smoczek i tyle. Z pracy w żłobku pamiętam, jak dzieci ciężko przechodziły rozstania ze smoczkiem, dlatego pomimo, że zakupiłam smoczek jeszcze przed porodem to miałam nadzieję, że Tośka jednak nie będzie z niego korzystać.


Jeszcze w szpitalu położna zwróciła mi uwagę, że Tosia nie może żuć piersi, że pewnie ma za silny instynkt ssania i musi mieć smoczek. Powiedziała to jednak takim tonem, jakbym robiła dziecku straszną krzywdę i że lepiej tego smoczka nie dawać. No to nie dawałam. Wytrzymałam dwa tygodnie, jednocześnie zdążyłam znienawidzić karmienie piersią. Gdy tylko Tosia się budziła głodna ja chciałam uciec z domu. Doprowadziło to do tego, że ja czułam się coraz gorzej, a dziecko częściej płakało.
W końcu nie dałam rady i dałam dziecku smoczek. Za pierwszym razem wypluła – „oho!” myślałam zadowolona, „jednak nie chce smoczka”. Podałam jeszcze raz i wtedy żuła już chwilę dłużej. Od tamtej pory smoczek Tośka ma gdy jest zmęczona i nie może zasnąć, w innych wypadkach zadowolona pluje nim. Przyznam, że gdy pierwszy raz zasnęła ze smoczkiem się popłakała, że woli go ode mnie. Dziś wiem, że to hormony musiały zadziałać, bo powód do płaczu to raczej średni.
I co dziś? Nie czuję się gorszą matką przez to, że moje dziecko ma smoczek. Już wolę by żuła go niż moją pierś czy swoje rączki. Skoro on sprawia, że ona czuje się lepiej i dzięki niemu spokojnie zasypia – to dlaczego ja mam ją teraz krzywdzić i jej zabierać. Mam wielką nadzieję, że oduczanie jej nie będzie dla mnie koszmarem, że łagodnie przez to przejdziemy.
A smoczek mamy ortodontyczny Pure 0-3m Tommee Tippee. Czy jestem zadowolona?
Tośka powinna się tu wypowiedzieć.
Ja kupując kierowałam się tym, że jest on właśnie ortodontyczny i tym, że znajome taki kształt smoczka mi polecały.

komentarze 22

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.